Wakacje, wakacje...
... i po wakacjach... :)
Właściwie działo się i to sporo. Michał kazał mi się chwalić, więc pośpiesznie to czynię. Zaczęło się od tygodniowego wypadu na Majorkę w towarzystwie Blaszki. Wycieczkę zakupiłyśmy w przemiłym biurze Travel-point. Niestety pracownicy mają u nas wielką krechę, gdyż ponieważ nie powiedzieli nam że jak zamówimy wyjazd przez internet to dostaniemy elektroniczną ramkę gratis :P. Ale my ją sobie jeszcze wyszarpiemy przy najbliższej okazji ;). Wyspa jest rzeczywiście godna polecenia - cudowne widoki, przepiękne plaże, wąskie uliczki i niepowtarzalny klimat :). Do tego przystojni Hiszpanie, pyszne drinki i akcje z Jakubami :P. Blaszko droga a gdzie jedziemy za rok?! ;>
Tydzień po powrocie wylądowałam w Tatrach - Starorobociański nie wpuścił nas na szczyt, a 15 min przed nim zaskoczyła nas burza. Pierwszy raz byłam tak przerażona i pierwszy raz wróciłam ze szlaku doszczętnie przemoczona ;). Ukłon w stronę mojego brata, który zafundował mi na koniec jazdę na rowerze... po kałużach ;). Potem do kolekcji wrażeń dodałam cudowne widoki z Przysłopu Miętusiego i samotnej wycieczki na Zawrat ;). Dwa tygodnie temu natomiast pierwszy raz w życiu zobaczyłam Bieszczady. Cisza, spokój, brak ludzi i cudowny mały domek w lesie... Z tarasu rozpościerał się przepiękny widok na pobliskie góry. Nie sądziłam, że wycieczki po tak niskich wzniesieniach mogą być tak zachwycające... Widoki z Połoniny Wetlińskiej - niezapomniane :). A poza tym imprezy w siekierce, jakubki, policja na stacji benzynowej, kradzieże netu pod urzędem gminy i wiele wiele innych wspomnień...
A teraz czas na staż, albo jak to niektórzy nazywają "pracę"... Mam nadzieję, że będzie równie ciekawie jak w wakacje :). A w moim życiu czas na kolejne zmiany... :)
2010-09-18 00:08:03 skomentuj (15)
Maruda lekarzem?!
Jest dziwnie... Nie czuję się inaczej, nie wyglądam inaczej, nie jestem mądrzejsza, nie umiem leczyć... Nic a nic... Poszła plota, że skończyłam studia i są wakacje... Jakoś w to nie wierzę! Nie wyobrażam sobie dnia bez zjebów od pani sekretarki w klinice, albo bez asystenta krzyczącego że znowu nic nie umiemy... Nie wierzę, że będę żyła bez ciągłych zaliczeń i egzaminów...

To już jest koniec i nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść... :)
2010-06-17 00:21:56 skomentuj (11)
3 dni
Tyle zostało do końca zajęć na uczelni... Potem 2 egzaminy i rozstaniemy się na zawsze :). Ta perspektywa wyjątkowo cieszy mnie. Mam dość atmosfery zakłamania, ciągłego ksuksania i przesadzonych stresów związanych z zajęciami. Czas zająć się czymś innym, zmienić przynajmniej trochę otoczenie, zrobić krok do przodu :).  Ostatnio zauważyliśmy zgodnie, że utrzymywanie znajomości z niemedycznymi osobnikami wpływa bardzo korzystnie na stan zdrowia psychicznego ;).

Życzeniem dr Michała było, żebym napisała cokolwiek na temat moich wakacyjnych planów. Tyle że nie ma w nich niczego ciekawego. Może poza planami zdobywania kolejnych szczytów górskich, ale to takie głupie zboczenie. Dodatkowo razem z Blaszką wybieramy się wygrzewać nasze stare kości na jakiejś cieplutkiej plaży ;). Liczymy na obecność przystojnych i opalonych facetów :D.

Nic mi się nie chce... Mam 10 zagadnień do nauczenia się na pamięć i nie chce mi się. Nie chce mi się nawet ponieść tyłka z sofy, żeby zrobić sobie kubek herbaty... :P. Starość nie radość ;).

(Notka na specjalne życzenie Michała, który pomimo częstych rozmów ze mną najwidoczniej stęsknił się za moim blogiem :P)
2010-05-30 23:06:23 skomentuj (10)
Przypadek...
...sprawił, że spędzam ferie w stolicy. Nic specjalnego. Nie cierpię tego miasta - szare, brudne, przytłaczające. I te osaczające każdego pieszego wieżowce... Brrrr... To dopiero 2 dni, a mi już brakuje moich 4 kątów. Ciszy, spokoju, snu, moich zakurzonych gratów, zarwanego łóżka i nawet wciąż szczekającego psa sąsiada . W zamian mam "cuda techniki" :/. Jakoś mnie to nie pociąga, chociaż moi licealni koledzy wyglądają na maksymalnie podjaranych faktem mieszkania w Warshaffffce...;). Jedyny plus to muzeum Powstania Warszawskiego, chociaż nie było aż tak imponujące, jak wydawało mi się, że może być... Coraz mniej rzeczy zaskakuje mnie ;P. Kawki, obiadki na mieście, włóczenie się są milusie, ale ja chcę do domu albo do Trójmiasta... :/.

Słoik prezerwatyw - marzenie, tak odległe dla niektórych... ;).
2010-02-07 00:47:05 skomentuj (4)
Rozdroże?!
Pierwsza luźna sobota od miesięcy, spędzona w czterech ścianach mieszkania z kieliszkiem wina, filmami, dobrą muzyką, księżycem za oknem i masą waniliowo-czekoladowych świeczek na stole. Dzień przespany, przesmęcony, bez pędu, biegu za czymkolwiek... Przegadany i przesmsowany ze znajomymi. Czy tego potrzebuję? Czasami tak. Miałam w planach naukę chirurgii, przejrzenie kilku specjalistycznych stron, ale... brak mi sił, chęci, motoru do czegokolwiek... Stanie na rozdrożu jest męczące.

Wczoraj wieczorem miałam okazję zrobić coś głupiego. Mogłam odegrać się, zrobić komuś na złość, wykorzystać słabość faceta... I co? I nic. Odpuściłam. Tylko dlatego, że pierwszy raz w życiu zaczęło mi na czymś zależeć. Najgorszy w tym wszystkim jest brak przyziemnego wytłumaczenia dla tego zjawiska...

Ostatnio znowu uciekam do swojej krainy marzeń. Kolejny raz przeglądam foty z Tatr :).

Podobno mój blog nie jest fajny. Nie przypomina tego kominkowego czy innych, które są trendy. Tylko że ja wcale nie chcę, żeby był taki jak inne. Moje życie nie tonie w oparach absurdu i nie kieruje się sztuczkami psychologicznymi. Nie ocieka własną zajebistością. Jest nudne, poukładane, w wersji bezpiecznej. Scenariusz nie jest pisany pod publiczkę, tak żeby podobał się innym. Ma podobać się tylko 1 osobie - Marudzie moja droga Marudo :)
2010-01-24 01:09:43 skomentuj (0)
I wiem że mogę?!
Z racji inwigilowania mojego bloga przez osoby niepowołane, notki pojawiają się sporadycznie i są dość ogólnikowe ;)

Do końca pozostało 5 miesięcy. Z każdą chwilą czeka na nas coraz mniej wiedzy, coraz mniej wrażeń, coraz mniej emocji, coraz mniej przeżytych wspólnie na uczelni chwil. Właściwie te emocje skończyły się już dawno, wraz z końcem normalnych zajęć. Obecnie odsiadujemy dupogodziny i jedyne co ożywia atmosferę na sali, to zajęcia na sądówce w ramach których pokazywane są "ciekawe" foty. Hmm przepraszam emocje wzbudził też egzamin, bo ktoś nas oszukał i nie dali nam giełdy :P. Rok temu przejęłabym się, a dzisiaj? Zdam w poprawce. Szkoda życia, żołądka i psychiki na ten zbędny stres... ;)
Z każdym dniem cieszę się coraz bardziej, że uciekam z uczelni. Marzy mi się zmiana towarzystwa, przetasowanie otoczenia. Wokół trwa tylko wojna, chory wyścig, walka o marchewkę. Co chwilę słychać, że ten to ukradł projekt tamtemu, a tamten lepiej właził w dupę opiekunowi i przywłaszczył pomysł na pracę innemu (te plotki dotyczą nawet osób, o których wiem że samodzielnie pracowały na swój sukces...). Nie dziękuję, wyrosłam już z tego i nie mam ochoty bawić się w to. Nie każdy musi mieć tytuł doktora, nie każdy musi być specjalistą w wąskiej dziedzinie. Można być zwykłym lekarzem, który wstaje codziennie rano, żeby leczyć gorączki, sraczki i rzygaczki ;). Z drugiej strony pojawia się strach, bo leczenie nawet tak prozaicznej choroby jak nieżyt żołądka można spieprzyć... A już niedługo to my staniemy po drugiej stronie barykady i będziemy walczyć... Skończy się ocenianie działania innych, szydzenie i teksty "takie rzeczy wie największy głupek". Za chwilę to my będziemy tymi głupkami...

Zaczęłam planować moje ostatnie prawdziwe wakacje - Tatry? Bieszczady? Sudety? Grecja? Kolejny wypad gdzieś w odległy zakątek Polski tylko i wyłącznie na kawę? Eliminacje Ligi Światowej? A może to czas na spełnienie marzeń i zdobycie Korony Polski?! Chwilowo jedyna pewna rzecz to lipcowy weekend na Open'erze w Gdyni, bo właśnie dostałam maila potwierdzającego możliwość wydrukowania biletu :). Ostatnio coraz częściej mam ochotę na coś zupełnie spontanicznego, szalonego i niekoniecznie odpowiedzialnego... Dodatkowo zaczęłam "chorować" na lustrzankę... ;)

Podobno zmieniłam się, częściej uśmiecham się, rzadko miewam doły. Podobno to czyjaś zasługa... A ja sądzę, że to proces wieloczynnikowy ;)
2010-01-17 21:14:38 skomentuj (6)
W poszukiwaniu pomysłów...
... na oryginalne prezenty gwiazdkowe przejrzałam chyba milion stron internetowych. To co znalazłam określić można jednym słowem - żal... Jeśli ktoś posiada jakieś nietuzinkowe pomysły, to chętnie skorzystam z podpowiedzi :). Od razu ostrzegam, że podarowanie komukolwiek siebie nagiej tudzież w nowym komplecie bielizny (do czego gorąco zachęcają mnie koledzy z dr Michałem na czele) odpada ;).

Rozmowa z babcią przy obiedzie:
Babcia: Ostatnio w osiedlowym sklepie (jedyne miejsce gdzie toczy się życie na osiedlu) doszliśmy do wniosku, że to całe "ejc" przyszło z afryki w owocach. Ludzie jedzą a potem zarażają się. W bananie jest ten czarny początek i to cholerstwo w nim siedzi.
Maruda: Babciu wiesz w ogóle jak przenosi się wirus HIV?
B: No jak?
M: Drogą płciową. Trzeba iść z kimś do łóżka, żeby złapać...
B: No tak teraz tak, ale te pierwsze zachorowania... Ja Ci mówię to przyszło w tych owocach z Afryki... Tam wszyscy chorują, zrywają owoce i zarażają je...
M: Mhm tak samo jak Ci co szli po chodniku, potknęli się, skaleczyli kolano i złapali z ulicy...;)
B: Śmiejesz się ze mnie!
M: Śmieję się, bo to straszne bzdury... Gdyby można było zarazić się przez jedzenie owoców, to wszyscy bylibyśmy chorzy ;)
B: Przecież wiem! Chciałam Ci tylko poprawić humor, bo jakaś skwaszona siedziałaś ;)

I jak tu nie kochać babci ;)
2009-12-09 23:05:49 skomentuj (2)



Archiwum

2010
wrzesień
czerwiec
maj
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień



Linki

Zaglądam
Katalog blogów medycznych
AMG
Medycy w sieci
Medaga

Studenci medycyny
N.
Deadalive
Zielony groszek
Vertigo
Tru
Tranquilizer
Secabra
Nimbex (stary)
Medyk - AMG
Medicus - AMG
Magdalenka
Kliniczny
Eremis
dr Dodi
dr Nowa
dr Michał
Daga
Cleo
Blaszka
Bigeminia

Lekarze
Rette
dr Xk
Jaga
dr Bloger
dr Lecter
dr Jot
dr Ewa
Siostra w ciemności ;)



Szablon

Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz.
statystyka