Przypadek...
...sprawił, że spędzam ferie w stolicy. Nic specjalnego. Nie cierpię tego miasta - szare, brudne, przytłaczające. I te osaczające każdego pieszego wieżowce... Brrrr... To dopiero 2 dni, a mi już brakuje moich 4 kątów. Ciszy, spokoju, snu, moich zakurzonych gratów, zarwanego łóżka i nawet wciąż szczekającego psa sąsiada . W zamian mam "cuda techniki" :/. Jakoś mnie to nie pociąga, chociaż moi licealni koledzy wyglądają na maksymalnie podjaranych faktem mieszkania w Warshaffffce...;). Jedyny plus to muzeum Powstania Warszawskiego, chociaż nie było aż tak imponujące, jak wydawało mi się, że może być... Coraz mniej rzeczy zaskakuje mnie ;P. Kawki, obiadki na mieście, włóczenie się są milusie, ale ja chcę do domu albo do Trójmiasta... :/.

Słoik prezerwatyw - marzenie, tak odległe dla niektórych... ;).
2010-02-07 00:47:05 skomentuj (0)
Rozdroże?!
Pierwsza luźna sobota od miesięcy, spędzona w czterech ścianach mieszkania z kieliszkiem wina, filmami, dobrą muzyką, księżycem za oknem i masą waniliowo-czekoladowych świeczek na stole. Dzień przespany, przesmęcony, bez pędu, biegu za czymkolwiek... Przegadany i przesmsowany ze znajomymi. Czy tego potrzebuję? Czasami tak. Miałam w planach naukę chirurgii, przejrzenie kilku specjalistycznych stron, ale... brak mi sił, chęci, motoru do czegokolwiek... Stanie na rozdrożu jest męczące.

Wczoraj wieczorem miałam okazję zrobić coś głupiego. Mogłam odegrać się, zrobić komuś na złość, wykorzystać słabość faceta... I co? I nic. Odpuściłam. Tylko dlatego, że pierwszy raz w życiu zaczęło mi na czymś zależeć. Najgorszy w tym wszystkim jest brak przyziemnego wytłumaczenia dla tego zjawiska...

Ostatnio znowu uciekam do swojej krainy marzeń. Kolejny raz przeglądam foty z Tatr :).

Podobno mój blog nie jest fajny. Nie przypomina tego kominkowego czy innych, które są trendy. Tylko że ja wcale nie chcę, żeby był taki jak inne. Moje życie nie tonie w oparach absurdu i nie kieruje się sztuczkami psychologicznymi. Nie ocieka własną zajebistością. Jest nudne, poukładane, w wersji bezpiecznej. Scenariusz nie jest pisany pod publiczkę, tak żeby podobał się innym. Ma podobać się tylko 1 osobie - Marudzie moja droga Marudo :)
2010-01-24 01:09:43 skomentuj (0)
I wiem że mogę?!
Z racji inwigilowania mojego bloga przez osoby niepowołane, notki pojawiają się sporadycznie i są dość ogólnikowe ;)

Do końca pozostało 5 miesięcy. Z każdą chwilą czeka na nas coraz mniej wiedzy, coraz mniej wrażeń, coraz mniej emocji, coraz mniej przeżytych wspólnie na uczelni chwil. Właściwie te emocje skończyły się już dawno, wraz z końcem normalnych zajęć. Obecnie odsiadujemy dupogodziny i jedyne co ożywia atmosferę na sali, to zajęcia na sądówce w ramach których pokazywane są "ciekawe" foty. Hmm przepraszam emocje wzbudził też egzamin, bo ktoś nas oszukał i nie dali nam giełdy :P. Rok temu przejęłabym się, a dzisiaj? Zdam w poprawce. Szkoda życia, żołądka i psychiki na ten zbędny stres... ;)
Z każdym dniem cieszę się coraz bardziej, że uciekam z uczelni. Marzy mi się zmiana towarzystwa, przetasowanie otoczenia. Wokół trwa tylko wojna, chory wyścig, walka o marchewkę. Co chwilę słychać, że ten to ukradł projekt tamtemu, a tamten lepiej właził w dupę opiekunowi i przywłaszczył pomysł na pracę innemu (te plotki dotyczą nawet osób, o których wiem że samodzielnie pracowały na swój sukces...). Nie dziękuję, wyrosłam już z tego i nie mam ochoty bawić się w to. Nie każdy musi mieć tytuł doktora, nie każdy musi być specjalistą w wąskiej dziedzinie. Można być zwykłym lekarzem, który wstaje codziennie rano, żeby leczyć gorączki, sraczki i rzygaczki ;). Z drugiej strony pojawia się strach, bo leczenie nawet tak prozaicznej choroby jak nieżyt żołądka można spieprzyć... A już niedługo to my staniemy po drugiej stronie barykady i będziemy walczyć... Skończy się ocenianie działania innych, szydzenie i teksty "takie rzeczy wie największy głupek". Za chwilę to my będziemy tymi głupkami...

Zaczęłam planować moje ostatnie prawdziwe wakacje - Tatry? Bieszczady? Sudety? Grecja? Kolejny wypad gdzieś w odległy zakątek Polski tylko i wyłącznie na kawę? Eliminacje Ligi Światowej? A może to czas na spełnienie marzeń i zdobycie Korony Polski?! Chwilowo jedyna pewna rzecz to lipcowy weekend na Open'erze w Gdyni, bo właśnie dostałam maila potwierdzającego możliwość wydrukowania biletu :). Ostatnio coraz częściej mam ochotę na coś zupełnie spontanicznego, szalonego i niekoniecznie odpowiedzialnego... Dodatkowo zaczęłam "chorować" na lustrzankę... ;)

Podobno zmieniłam się, częściej uśmiecham się, rzadko miewam doły. Podobno to czyjaś zasługa... A ja sądzę, że to proces wieloczynnikowy ;)
2010-01-17 21:14:38 skomentuj (6)
W poszukiwaniu pomysłów...
... na oryginalne prezenty gwiazdkowe przejrzałam chyba milion stron internetowych. To co znalazłam określić można jednym słowem - żal... Jeśli ktoś posiada jakieś nietuzinkowe pomysły, to chętnie skorzystam z podpowiedzi :). Od razu ostrzegam, że podarowanie komukolwiek siebie nagiej tudzież w nowym komplecie bielizny (do czego gorąco zachęcają mnie koledzy z dr Michałem na czele) odpada ;).

Rozmowa z babcią przy obiedzie:
Babcia: Ostatnio w osiedlowym sklepie (jedyne miejsce gdzie toczy się życie na osiedlu) doszliśmy do wniosku, że to całe "ejc" przyszło z afryki w owocach. Ludzie jedzą a potem zarażają się. W bananie jest ten czarny początek i to cholerstwo w nim siedzi.
Maruda: Babciu wiesz w ogóle jak przenosi się wirus HIV?
B: No jak?
M: Drogą płciową. Trzeba iść z kimś do łóżka, żeby złapać...
B: No tak teraz tak, ale te pierwsze zachorowania... Ja Ci mówię to przyszło w tych owocach z Afryki... Tam wszyscy chorują, zrywają owoce i zarażają je...
M: Mhm tak samo jak Ci co szli po chodniku, potknęli się, skaleczyli kolano i złapali z ulicy...;)
B: Śmiejesz się ze mnie!
M: Śmieję się, bo to straszne bzdury... Gdyby można było zarazić się przez jedzenie owoców, to wszyscy bylibyśmy chorzy ;)
B: Przecież wiem! Chciałam Ci tylko poprawić humor, bo jakaś skwaszona siedziałaś ;)

I jak tu nie kochać babci ;)
2009-12-09 23:05:49 skomentuj (2)
"Chorując"...
W wakacje ostatni raz odbywałam praktyki. Właściwie zawsze była to moja ulubiona i bardzo wyczekiwana część roku akademickiego. Taka zabawa w doktora szczególnie na pierwszych latach studiów. Kontak z pacjentami, nauka rozmowy z nimi, szacunku do chorych. W miarę "starzenia się" nie było już tak fajnie, ale sentyment pozostał. Niestety życie zaskakuje w najmniej oczekiwanych momentach - nie zawsze pozytywnie i zwykle na sam koniec jakiegoś "procesu dydaktycznego". Wyjeżdżałam z domu i potrzebowałam ostatniej pieczątki - podpisu lekarza rodzinnego. Weszłam do naszej przychodni i jak najszybciej udałam się do lekarza, który akurat przyjmował chorych. I tutaj popełniłam ogromny błąd... Powinnam była starym zwyczajem założyć fartuch, stetoskop na szyję i mając w dupie pacjentów wtargnąć do gabinetu lekarza... A mi zachciało się być miłą i kulturalną dziewczynką, która kocha ludzi i łagodnym głosem wytłumaczyłam, że jestem studentką, że zajmę pani doktor tylko chwilę, że to tylko pieczątka blablabla i na koniec zapytałam czy mogłabym wejść do gabinetu... W odwecie usłyszałam...
"Pani będzie lekarzem? Co pani sobie myśli? Powinna być jakaś hierarchia! Najpierw chorzy a potem reszta!"
Przyznaję, że ten atak z krzykiem (nie znoszę kiedy ktoś bezpodstawnie drze na mnie mordę) wyprowadził mnie z równowagi. Musiałam wytoczyć jakieś argumenty, a jedyne jakie przyszły mi do głowy to te, że nikt nie jest obłożnie chory, nie umiera w tym momencie i nie potrzebuje natychmiastowej pomocy lekarza, a ja spieszę się bo mam pociąg i zależy mi na błyskawicznym załatwieniu sprawy.
To tylko rozjuszyło pana pacjenta, który zaczął krzyczeć jak opętany "To źle, że nie umieramy? Niech pani poczuje jak to jest! Jak to jest siedzieć w poczekalni! Jak to jest po tej drugiej stronie barykady!"
Odparłam tylko, że znam doskonale tą drugą stronę barykady i że jeśli tak mu zależy, to poczekam w kolejce.
Pan pacjent był z siebie dumny. Potem słychać było, jak pieprzy lekarzowi od rzeczy... Na szczęście reszta pacjentów była bardziej wyrozumiała ;). Oby ów pan nie wpadł w moje niedouczone "konowałowe" ręce ;)

Przypomniało mi się to zdarzenie, bo chyba nadszedł czas kiedy sama zostanę pacjentką jakiegoś doktora... Potencjalnie otolaryngologa... ;). Do wczoraj wydawało mi się, że zawroty głowy to strasznie śmieszna sprawa. Czy to w ogóle może być uciążliwe? Zaręczam, że jest tragiczne. Sama "nabawiłam się" 2 minutowego epizodu zawrotów głowy z oczopląsem i trwającymi przez godzinę nudnościami - nie życzę tego nikomu. Okropne uczucie nie móc kontrolować własnego ciała, szukać telefonu podpierając się ściany, wciąż modląc się w duchu, żeby nie stracić przytomności... Tylko jakoś nie wiem czy zniosę czekanie w kolejce i wysłuchiwanie mądrości pacjentów z poczekalni... Nie wiem czy chcę "poznać tą drugą stronę barykady" ;). Poza tym 2 egzaminy na głowie, zajęcia popołudniowe, prezenty... Hmm chyba nie mam czasu :P

Światłe stwierdzenie na dziś - nie wolno wszystkich facetów sprowadzać do mianownika "kolega" ;). Postaram się zapamiętać ;)
2009-12-06 23:12:14 skomentuj (13)
Życie płynie...
Nie zawsze jest słodko, nie zawsze jest miło, ale często zaskakujący obrót sprawy odmienia nasze życie o 180 stopni.
Gdyby rok temu ktoś powiedział, że zrezygnuję z czegoś co rzekomo kocham, to popukałabym się w głowę i nazwała go kretynem... Zrezygnowałam. Dzisiaj patrząc z boku na to co było sensem mojego życia, obserwuję, nie komentuję, ale w myślach nazywam to cyrkiem. Codziennie dziękuję chyba ślepemu losowi za to, że postawił na mojej drodze kilka osób, które choć odrobinę otworzyły mi oczy. Dzisiaj korzystam z życia, czerpię pełnymi garściami i chyba jestem szczęśliwsza niż kiedyś :). Usłyszałam, że znacznie rzadziej miewam doły ;)
Zaczynam lubić moją niemedyczną część życia :)))
2009-11-26 00:52:26 skomentuj (5)
Inspiracje
Dorastam. Dojrzewam do zmiany światopoglądu. Przewartościowuję swoje ideały. Zajmuję się własnym życiem, a medycyna została zepchnięta na dalszy plan.

Próbuję nowych, nieznanych mi rzeczy. Pozwalam sobie na małe szaleństwa i cieszę się każdą przeżytą chwilą. Czy czegoś żałuję?! Absolutnie :).

Wróciłam :). Teraz czekam na Ciebie... ;)
2009-11-24 16:13:22 skomentuj (8)



Archiwum

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień



Linki

Zaglądam
Katalog blogów medycznych
AMG
Medycy w sieci
Medaga

Studenci medycyny
N.
Deadalive
Zielony groszek
Vertigo
Tru
Tranquilizer
Secabra
Nimbex (stary)
Medyk - AMG
Medicus - AMG
Magdalenka
Kliniczny
Eremis
dr Dodi
dr Nowa
dr Michał
Daga
Cleo
Blaszka
Bigeminia

Lekarze
Rette
dr Xk
Jaga
dr Bloger
dr Lecter
dr Jot
dr Ewa
Siostra w ciemności ;)



Szablon

Wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz.
statystyka